Podobno niektórzy nie piorą sobie koszul. Po prostu ubierają nowe. I, rzecz jasna, zawsze tak było. Pod koniec lat 60. XX wieku najbardziej wzięci polscy graficy za jeden projekt plakatu pobierali gażę znacznie przewyższająca ówczesną miesięczną pensję młodego kuratora galerii plakatu w Muzeum. A takich plakatów robiło się cztery, albo sześć w miesiącu! Artyści spędzali czas w „Kameralnej”, a ponieważ w słynnej warszawskiej restauracji obowiązywała etykieta, do swych nowiutkich koszul zakładali krawat podany usłużnie przez barczystego portiera, pana Miecia. A twórca pierwszego w polskich muzeach działu plakatu pod koniec każdego miesiąca sycił  się chlebem ze szczypiorkiem, z utęsknieniem oczekując dnia wypłaty. Ale kto dziś pamięta o golonkach i „śledzikach” w „Kameralnej”?

Dzięki Zdzisławowi Schubertowi mamy w Poznaniu niezwykle cenną kolekcję plakatu. Są to dzieła nie tylko najważniejszych polskich autorów, ale i najwybitniejszych grafików światowych. Schubertowi zawdzięczamy także katalogi wystaw i zbiorów, dzięki którym mistrzowie plakatu pozostaną nieśmiertelni.